Był właśnie 31 lipca 1988 rok i pewien niezwykły chłopiec, o imieniu Harry skończył właśnie osiem lat. Leżał w ciemnej komórce pod schodami, która służyła mu za sypialnię odkąd tylko pamiętał. Wychowywany był przez ciotkę i wuja, którzy traktowali go gorzej niż psa. Nie bili go, to była działka ich syna Dudley'a, ale nie robili też nic innego. Codziennie dostawał całą listę obowiązków do wykonania, a jeżeli nie udało mu się ich skończyć, nie dostawał nic do jedzenia. Tak samo było, gdy w szkole dostał lepszą ocenę niż Dudley, lub gdy działy się wokół niego dziwne rzeczy, których nie potrafił wytłumaczyć. Harry myślał właśnie nad tymi niezwykłymi rzeczami, które działy się wokół niego, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
Zdziwiony podniósł się nieco na łóżku, Dursley'owie nigdy nie mieli gości o tak późnej porze. Nic dziwnego, było już grubo po północy. Usłyszał ciężkie kroki swojego wuja i jego mruczenie pod nosem. Drzwi otworzyły się, chłopiec nie zrozumiał nic z tłumionych słów. Ktoś jednak wyraźnie kłócił się z jego wujkiem. Przez szparę w drzwiach zaważył, że w przedpokoju są dwie postacie.
Nagle drzwi od komórki otworzyły się i zaskoczony chłopiec zobaczył przystojnego, młodego mężczyznę w długiej czarnej szacie. Był wysoki, miał arystokratyczną twarz, szare oczy, które błyszczały oraz czarne włosy, opadające mu nonszalancko na czoło. Z jakiegoś powodu, wydawał się Harry'emu dziwnie znajomy i chłopiec czuł dziwną więź, w stosunku do tego mężczyzny.
- Harry, nazywam się Syriusz Black, i jestem twoim ojcem - przedstawił się mężczyzna, gdy wyciągną go z komórki. Oczy ośmiolatka rozszerzyły się z zaskoczenia.
- Pan się pomylił. Nazywam się Harry Potter, nie Harry Black... - ku jego zaskoczeniu, Syriusz zaśmiał się
- Wszystko ci wyjaśnię, Harry. - mężczyzna kucną przed chłopcem - Twoi rodzice Lily i James byli moimi przyjaciółmi. James w zasadzie był moim bratem, z którym różniło mnie tylko urodzenie. Bardzo chcieli mieć dziecko, ale gdy byliśmy jeszcze w szkole, James uległ pewnemu wypadkowi i nie mógł mieć dzieci. Gdy się dowiedział, był załamany. Próbował wszystkiego, ale uraz był zbyt poważny. Lily znalazła pewien rytułał, który polegał na tym, że jeden mężczyzna "pożycza" możliwość posiadania dziecka drugiemu. Zgłosili się do mnie, gdyż, ze mną James był najbliżej związany. Zgodziłem się. Można właściwie powiedzieć, że masz dwóch ojców, mnie i Jamesa. Kiedy się urodziłeś, byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi. Gdy Lily położyła mi ciebie pierwszy raz na rękach pokochałem cię od razu. Zostałem twoim ojcem chrzestnym. Powiedz mi, czy chciałbyś zamieszkać ze mną?
- Tak... tato - na twarzy Syriusza pojawił się szeroki uśmiech.