niedziela, 30 grudnia 2012

Kłopoty i siostra

Od rewelacji z banku Gringotta minęło kilka dni. Syriusz spędził ten czas bardzo pracowicie. Musiał przygotować się na przybycie dziewczynki. Po dłuższym przemyśleniu, uznał że nie powinni mieszkać na Grimmuld Place. Nie miał zbyt szczęśliwych wspomnień z tym domem, podobnie zresztą jak Regulus. Powinni zamieszkać w Black Manor, tam był duży ogród gdzie dzieci mogły się bawić oraz nie było niebezpieczeństwa, że któreś z dzieci natknie się na czarno-magiczny przedmiot. Już wysłał skrzaty domowe by zaczęły przygotowywać dom. Skontaktował się też z Sevem oraz Alice w sprawie córki. Z ich pomocą ustalił gdzie dokładnie przebywa i teleportował się pod uzyskany adres. Tymczasem Regulus zajmował się Harrisonem. Starszy Black nauczył chłopca latania, które szybko stało się jego ulubioną rozrywką. Dostał też miotłę jako spóźniony prezent urodzinowy. Regulus znajdował się w gabinecie i pracował nad czymś. Harrison z kolei potwornie się nudził. Nie miał ochoty czytać ani bawić się samemu. Chciał wyjść na dwór i polatać. Pogoda doskonale się do tego nadawała. Było ciepło i słonecznie. Chłopiec szybko udał się do swojego wujka. Zapukał i wszedł do gabinetu.
- Wujku, mogę iść polatać? - poprosił z nadzieją. Regulus spojrzał na niego znad papierów.
- Jestem teraz zajęty i nie mogę z tobą wyjść - odpowiedział spokojnie, wracając do dokumentów
- Nie mogę sam pójść? Powiedziałeś, że już dobrze latam - w głosie dziecka można było wyczuć już oznaki buntu, co sprawiło, że Regulus natychmiast pomyślał o swoim bracie.
- Latasz dobrze, ale wciąż się uczysz. Tata zabronił ci latać samemu, dobrze o tym wiesz. Zajmij się czymś innym na razie, a jak skończę to zabiorę cię na miotłę - odparł tonem kończącym dyskusją. Harrison westchną i bez słowa wyszedł z gabinetu. Mimo, iż chłopiec nie mieszkał długo ze swoim ojcem i wujkiem, jego życie na Grimmuld Place było tak inne od tego na Privet Drive, że mógł być normalnym dzieckiem. U Dursley'ów żył w ciągłym strachu przed karą, teraz natomiast nie był ukarany jeszcze ani razu. Wierząc w swoje możliwości na miotle i bazując na kilkuletnim doświadczeniu w unikaniu kuzyna, uznał że wybierze się na krótki lot. Plan opierał się na tym, że wyleci przez okno swojego pokoju i wróci nim wujek się zorientuje. Jak wymyślił, tak też zrobił. Lot na miotle był najwspanialszym doświadczeniem. W powietrzu czuł się wolny. Regulus skończył wreszcie pracę i przeciągną się w fotelu. Wstał i ruszył do pokoju bratanka. Otworzył drzwi i zajrzał do środka. Rozejrzał się zdziwiony, nie dostrzegając chłopca. Zawołał kilka razy jego imię, ale nie przyniosło to rezultatu. Dostrzegł otwarte okno i niemal natychmiast spojrzał na miejsce gdzie powinna znajdować się miotła chłopca. Poczuł jak narasta w nim złość. Machnięciem różdżki zamkną okno i zbiegł na dół. Znalazł się na tyłach domu i spojrzał w niebo. Dostrzegł chłopca wykonującego powietrzne akrobacje. Poczuł jak na kilka sekund jego serce zamarło.
- HARRISON JAMES! - krzyk Blacka sprawił, że ten zyskał uwagę chłopca - W tej chwili, na dół młody człowieku! - zawołał surowym tonem. Stał wyprostowany z założonymi rękami na piersi i z surową miną. Ośmiolatek wylądował zgrabnie na ziemi i staną przed wujkiem ze spuszczoną głową. Ten ruchem różdżki odesłał miotłę do Black Manor - Co ty sobie myślałeś? Dlaczego latałeś bez pozwolenia? - zapytał starając się opanować strach i gniew jaki czuł
- Nudziłem się, chciałem wrócić zanim skończysz pracę- odparł cicho
- Złamałeś zakaz mój i swojego ojca i liczyłeś, że uda ci się mnie okłamać?- jego głos obniżył się o kilka tonów, ze statycznego barytonu w kierunku niebezpiecznego basu. Nim całkiem zdał sobie sprawę z tego co robi, mężczyzna złapał bratanka za ramię i odwrócił wymierzając przy tym mocne uderzenie, które wywołało krzyk zaskoczenia ze strony chłopca- Naraziłeś się na niebezpieczeństwo swoim bezmyślnym zachowaniem a do tego, chciałeś mnie okłamać. Jak myślisz, jak ja i twój tata byśmy się czuli, gdyby coś ci się stało? Mogłeś spaść z miotły  i zrobić sobie krzywdę. Nigdy bym sobie tego nie wybaczył. Syriusz byłby załamany. Co cię podkusiło, żeby to zrobić? A co do kłamania to zapamiętaj sobie jedną rzecz. Ani ja ani Syriusz nie będziemy tego tolerować. Zawsze masz być z nami szczery.- Regulus wziął głębszy oddech by się uspokoić i policzył w myśli do 10 - Powiedz mi, co ci odpowiedziałem, gdy przyszedłeś zapytać czy możesz latać?
- Że pójdziemy później - odparł chłopiec wpatrując się w swoje buty
- Więc, dlaczego nie poczekałeś na mnie?
- To nie fair, nie jestem małym dzieckiem i nie potrzebuje opiekunki - odparł buntowniczo i kopną ze złości w ziemię. W tym samym momencie jednak Reg wymierzył mu kolejnego klapsa.
- Trochę grzeczniej młody człowieku - ostrzegł surowo - Wiem, że uważasz, że nie jesteś dzieckiem, ale czy tego chcesz czy nie dla mnie i dla taty zawsze nim będziesz. Powiedz mi co byś zrobił, gdybyś spadł z miotły i złamał rękę albo nogę? Albo jakbyś stracił przytomność? Co wtedy by się stało? - Harry milczał. Nie wiedział co odpowiedzieć na te słowa. Wiedział, że wujek miał racje. Na początku był zły, że wujek i tata uważali go za małe dziecko, ale teraz wiedział że chodziło im o jego bezpieczeństwo. Poczuł jak do oczu cisnął mu się łzy. Dursley'ów nigdy nie obchodziło czy coś mu się stało czy nie. Zaskoczony poczuł jak wujek obejmuje go ramieniem i przytula. Dłoń mężczyzny przeczesywała jego włosy, a łagodny głos starał się go uspokoić. Po kilku minutach chłopiec uspokoił się. Rękawem przetarł mokre policzki
- Przepraszam wujku, że byłem zły - powiedział drżącym jeszcze od łez głosem.
- Oh Harry, nie byłeś zły, byłeś niegrzeczny. Już wszystko w porządku. Chodźmy teraz do domu, w ramach kary, będziesz cały czas ze mną - obaj ruszyli w stronę budynku.
***********************************************************************************
Syriusz nie mógł oderwać wzroku od ośmiolatki. Calla Evans a właściwie to Calla Black była idealną kopią rodziców. Jej ciemnobrązowe włosy opadały jej na ramiona delikatnymi falami, oczy były szarozielone, nos i usta miała z pewnością po Lily, a arystokratyczne rysy twarzy od razu przywodziły na myśl Blacków. Jej uśmiech jednak był identyczny jak u Jamesa. Dziewczynka dużo lepiej przyjęła wieści niż się tego spodziewał. Była podekscytowana gdy opowiedział jej o Harry'm i stwierdziła, że zawsze wiedziała, że gdzieś ma rodzinę. Stwierdziła, że czasami wydawało jej się jakby ktoś ją wołał. Syriusz wiedział, że magiczne bliźnięta często wyczuwają swoje emocje i czasem mogą porozumiewać się telepatycznie. W Domu Dziecka wszystko zostało bardzo szybko załatwione i Syriusz mógł zabrać córkę do domu. Nie mógł się doczekać by przedstawić ją Harry'emu i Regulusowi. Powinien też niedługo zorganizować spotkanie rodziny Black. Na samą myśl na jego twarzy pojawiał się uśmiech. Wiedział, że niektórzy członkowie jego rodziny, nie będą zachwyceni ale nie mieli nic do powiedzenia. Lucjusz był od niego całkowicie zależny a Bellatrix i Rudolf zmarli w Azkabanie, niedługo po tym, gdy usuną ich z rodziny i wezwał magie Blacków by osądziła ich czyny. Wiedział, że zarówno Harry jak i Calla będą bezpieczni. Zapewnił im też najlepszego możliwego nauczyciela. Demetri Vertes był bardzo znany w magicznym świecie. Kto mógłby być lepszym nauczycielem niż wampir? Zwłaszcza w takich dziedzinach jak historia czy etykieta. Syriusz dobrze pamiętał swoje zajęcia z tym samym wampirem. Gdyby dzieci chciały kogoś do towarzystwa zawsze mógł zorganizować wizyty. Wiedział, że Neville będzie częstym gościem, gdyż on i Harry dość szybko się zaprzyjaźnili. Wiedział że Lord Greengras ma dwie córki Daphne i Astorię a Lady Zabini miała syna w wieku bliźniaków. Podobnie Lord Davis miał córkę w tym samym wieku. Był pewien, że dzieci będą miały wielu znajomych i sporo kuzynów w różnym wieku. Syriusz objął dziewczynkę i teleportował się na Grimmuld Place. Weszli do domu i w salonie zastali Regulusa i Harry'ego w trakcie partii szachów czarodziei. Gdy Calla dostrzegła brata od razu rzuciła mu się na szyję. Gdy tylko doszło do dotyku, rodzeństwo rozbłysło jasnym światłem.

niedziela, 25 listopada 2012

Zakupy i list

Harry przeciągną się w łóżku i uśmiechną się. Po chwili zdał sobie sprawę, że to co zrobił nie powinno być możliwe w jego komórce pod schodami. Leżał na miękkim materacu, co również się nie zgadzało. Otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju. Ściany pomalowane były na niebiesko, na podłodze leżał srebrny długowłosy dywan, naprzeciwko łóżko znajdowało się duże okno, pod którym stało mahoniowe biurko, meble wykonane były z ciemnego drewna. Łóżko na którym leżał było ogromne i bardzo miękkie. Chłopiec po kilku minutach przypomniał sobie wydarzenia z ostatniej nocy. Znajdował się w domu swojego ojca! Już nigdy nie będzie musiał oglądać swoich krewnych. Harry postanowił rozejrzeć się trochę po swoim nowym domu, w końcu było jeszcze bardzo wcześnie. Powoli wstał z łóżka i otworzył drzwi na korytarz, który ciągną się w dwie strony. Po krótkiej chwili postanowił sprawdzić, co znajduje się za poszczególnymi drzwiami. Głównie trafiał na sypialnie. Kilka drzwi nie chciało się otworzyć, więc Harry na razie odpuścił. Kolejne drzwi jakie otworzył prowadziły do pomieszczenia przerobionego na gabinet. Ciekawość wzięła górę nad ośmiolatkiem i wszedł do środka. Na biurku leżały rolki pergaminu, pióra, atrament i koperty oraz pieczęć rodowa. Za biurkiem stał regał z książkami. Harry sięgną po jedną z książek i usiadł w fotelu. Zerkną na tytuł "Ciemne moce", brzmiało ciekawie. Gdy tylko dotkną okładki poczuł dziwną energię ale nie przeją się tym. Już miał zagłębić się w lekturze, gdy drzwi stanęły otworem i staną w nich czarnowłosy mężczyzna o szarych oczach. Na jego twarzy widoczne było czyste zdumienie. Harry instynktownie schował książkę za sobą.
- Harry, co tutaj robisz? Myślałem, że jeszcze śpisz.
- Niedawno wstałem i chciałem się rozejrzeć - powiedział chłopiec zerkając na mężczyznę spod grzywki
- Skoro już wstałeś, to chodź Stworek zrobi ci śniadanie a potem porozmawiamy - Syriusz przytrzymał otwarte drzwi. Ośmiolatek ześlizgną się z krzesła i posłusznie wyszedł. Czuł się nieco niepewnie, gdyż nie wiedział czego może się spodziewać po mężczyźnie. Ten z kolei wydawał się całkowicie rozluźniony. Ojciec i syn w ciszy dotarli do kuchni, gdzie czekało już śniadanie. Po posiłku, na który składały się naleśniki z czekoladą, obaj usiedli w salonie.
-Powiedz mi, co wiesz o swoich rodzicach, Jamesie i Lily? - zapytał Syriusz. Harry spuścił głowę i utkwił wzrok w dywanie. Przez chwilę panowała cisza po czym chłopiec zaczął mówić
- Ciocia Petunia powiedziała, że moi rodzice byli bezrobotnymi pijakami, którzy zabili się w wypadku samochodowym - Syriusz poczuł potężny przypływ mocy. Jak ta kobieta śmiała w taki sposób obrazić jego przyjaciół. Lily i James pewnie przewracają się w grobie. Z jego ust wyrwała się wiązanka przekleństw. Dopiero po chwili opanował się wystarczająco, by móc mówić.
- Posłuchaj Harry, wszystko co twoi krewni ci powiedzieli to kłamstwo. Twoi rodzice nie zginęli w wypadku samochodowym. Zostali zdradzeni przez przyjaciela i zamordowani przez szaleńca.
-Co się właściwie stało?- zapytał Harry a w jego zielonych oczach błyszczała ciekawość i coś czego Syriusz w tym momencie nie potrafił zdefiniować.
-Zaraz ci wszystko wyjaśnię, tylko musisz mi odpowiedzieć na parę pytań. Czy kiedykolwiek wydarzyło się coś ,czego nie umiałeś wyjaśnić gdy byłeś zły lub przestraszony?
- Takie rzeczy dzieją się cały czas. Ostatnio gdy uciekałem przed Dudley'em nagle znalazłem się na dachu szkoły. Nie miałem pojęcia jak to się stało.
- To Harry nazywa się przypadkową magią. Każdy młody czarodziej przez to przechodzi, bo nie jest w stanie w pełni kontrolować swojej magii.
- Ale magia nie jest prawdziwa - odparł. Wuj Vernon zawsze to powtarzał, jednak ku jego zdumieniu Syriusz uśmiechną się i wyją z kieszeni drewniany patyk i machną nim lekko. Stojący naprzeciw nich stolik zaczął się unosić by po chwili opaść z powrotem.
- Magia jest jak najbardziej prawdziwa. Gdy skończysz 11 lat pójdziesz to Hogwartu, Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Tam nauczysz się wielu rzeczy i zdobędziesz wielu przyjaciół. Spędzone tam lata będą najlepsze w twoim życiu - uśmiechną się smutno
-Czyli skoro ja jestem czarodziejem, to moi rodzice też nimi byli?
-Zgadza się. James pochodził z bardzo starej i zamożnej rodziny. Był jedynym synem Marka Pottera i jego żony Elizabeth. Mark był członkiem Wizengamontu i jednym z najlepszych Ministrów Magii jakich mieliśmy. Jego żona z kolei była Uzdrowicielką w szpitalu Św Munga. Zginęli na rok przed śmiercią twoich rodziców. Lily natomiast pochodziła z niemagicznej rodziny. Jej rodzice Henry i Rose byli bardzo dumni, gdy okazało się, że Lily jest magiczna. Była jedną z najbystrzejszych czarodziejek. Ona i Petunia były bardzo zżyte jako dzieci. Niestety wszystko się zmieniło, gdy Lily odkryła magię. Petunia była zazdrosna i odgrywała to na Lily. Wszystko zaczęło się jakieś17 lat temu, gdy zaczynaliśmy nasz pierwszy rok w Hogwarcie. W czarodziejskim świecie pojawił czarnoksiężnik Lord Voldemort. Zaczął głosić pewne teorie, że czarodzieje urodzeni w niemagicznych rodzinach nie powinni mieć wstępu do naszego świata. Uważał, że tylko ci pochodzący z starych magicznych rodzin powinni mieć prawo nauki magii. Wiele czystokrwistych rodzin zgadzało się z nim, uważali się za lepszych od innych, w tym moja rodzina. Na świecie robiło się niebezpiecznie. Zdarzały się tajemnicze zniknięcia i morderstwa. Każdy kto sprzeciwił się Czarnemu Panu, zostawał ukarany. Nie wiadomo było komu można ufać.  To były czarne czasy. Kiedy skończyliśmy szkołę, ja, James, Lily, Remus i większość naszych przyjaciół dołączyliśmy do tajnej organizacji walczącej z Voldemortem. Niedługo po tym, jak Lily zaszła w ciąże, zgłosił się do mnie mój młodszy brat Regulus. Dowiedział się o sekrecie Czarnego Pana. Okazało się, że stworzył pewne obiekty, które zapewniały mu nieśmiertelność. Razem rozpoczęliśmy poszukiwania tych obiektów by je zniszczyć. W tym czasie zginęli James i Lily a ty zostałeś Chłopcem Który Przeżył. Stałeś się sławny zwłaszcza, że tej samej nocy, gdy chciał cię zabić, sam znikną. Stracił ciało i moc, podejrzewam, że to twoi rodzice wykonali rytułał, który cię ochronił. Gdy dowiedziałem się o tym co się stało w Halloween byłem załamany. To uczucie szybko jednak przerodziło się we wściekłość. Wiedziałem kto zdradził twoich rodziców i chciałem by został ukarany. Powiedziałem aurorom, że Peter Pettigrew jest niezarejestrowanym animagiem i że może zmieniać się w szczura. Niestety  do dzisiaj nie mogą go znaleźć. Chciałem zabrać cię do siebie i wychować tak jak obiecałem ale Dumbledore zainterweniował. Powiedział, że ukrył cię w bezpiecznym miejscu. Po rozmowie z bratem i przyjaciółmi uznałem, że najpierw zakończę swoją misję, by zniszczyć horkruksy. Chciałem być pewny że będziesz bezpieczny. Mam nadzieję, że możesz mi wybaczyć?- zakończył Syriusz. W jego szarych oczach Harry dostrzegł to, czego nigdy nie widział w oczach swoich krewnych. Nie potrafił powiedzieć słowa, więc tylko skiną głową. Syriusz chciał coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał mu czyjś nawołujący głos
-Syriusz! Syriusz gdzie jesteś na Merlina?! - w progu pojawił mężczyzna bardzo podobny do Syriusza. Miał brązowe oczy i był nieco bledszy. Gdy dostrzegł Harry'ego zatrzymał się raptownie - Co do ...- starszy Black odchrząkną znacząco i spojrzał na brata z przyganą
- Skoro już tu jesteś, przedstawiam  ci twojego bratanka oto Harrison James Potter - Black. Harry poznaj swojego wujka i mojego młodszego brata Regulusa  - przedstawił ich sobie. Regulus uśmiechną się szeroko i przygarną chłopca do siebie
- Miło cię widzieć młody. Ostatni raz gdy cię widziałem miałeś niespełna rok i zmieniłeś moje włosy na zielone. Nie mogę uwierzyć, że tak wyrosłeś. Syri musimy zabrać go na zakupy - oświadczył Regulus, po chwili jego oczy się zwęziły - Dlaczego mi nie powiedziałeś, że go zabrałeś?
- Reggie, chłopiec jest w domu od wczoraj, nie miałem kiedy cię zawiadomić. Co do zakupów zgadzam się z tobą. Myślisz, że Dora zgodzi się pójść z nami?
- Sądzę, że tak. Przy okazji kupi sobie rzeczy do Hogwartu. To ja idę pogadać z Andy- po tych słowach znikną w innym pokoju. Harry odwrócił się do ojca
- Kim jest Dora i Andy? - zapytał
- Andromeda jest naszą kuzynką a twoją ciocią. Dora to jej córka. Jej pełne imię to Nimfadora, ale z jakiegoś powodu za nim nie przepada - Harry parskną śmiechem i Syriusz także się uśmiechną. Po chwili wrócił Regulus z różowo - włosą nastolatką.
-Syri, dlaczego Reggie nie chciał mi powiedzieć dla kogo te zakupy.. Na gacie Merlina!- krzyknęła dziewczyna na widok Harry'ego. Chłopiec pokręcił głową
- Dlaczego ludzie zawsze to powtarzają gdy mnie widzą? Wiem, że jestem uroczy, ale żeby od razu wzywać Merlina...- pozostała trójka wybuchła śmiechem.
- Wiesz Syriusz, teraz jestem pewien, że to mój bratanek- wyszczerzył się Regulus i poczochrał włosy ośmiolatka. Dora także się śmiechnęła
- Siema Harry, miło cię w końcu poznać - powiedziała a jej włosy zmieniły kolor na fioletowy
- Jak to zrobiłaś? - zapytał zaskoczony
- Jestem metamorfomagiem. Mogę zmieniać swój wygląd, kiedy tylko zechcę. - wyjaśniła
- Też kiedyś zrobiłem taką sztuczkę. Żeby Dudley mnie nie poznał, zmieniłem się w starszego chłopaka - wyjaśnił. Cała trójka wymieniła spojrzenia.
- Potem to sprawdzimy. Teraz musimy iść na Pokątną. - zarządził Syriusz. On objął Harry'ego a Regulus chwycił Dorę i cała czwórka zniknęła z trzaskiem. Wylądowali przed ścianą za jakimś barem. Harry potrząsną głową by pozbyć się dziwnego uczucia po teleportacji. Gdy tylko otworzył oczy, rozszerzył je ze zdumienia. Przed nim rozpościerało się przejście na magiczną ulicę. Do rzeczywistości sprowadził go cichy śmiech jego towarzyszy. Razem ruszyli w głąb ulicy. Najpierw udali się po ubrania. W sklepie Madam Makline zamówili odpowiednie szaty po czym zajęli się doborem mugolskich ubrań. Dora była wniebowzięta. Bardzo szybko przed Harry'm znalazł się stos nowych ubrań, które miał przymierzyć. Spędzili na tym jakieś dwie godziny. Syriusz wysłał wszystkie rzeczy do ich domu. W nowych ubraniach Harry kontynuował zakupy. W księgarni kupili kilka książek do nauki dla chłopca i takich które go interesowały. Syriusz już rano wysłał list do prywatnego nauczyciela i do matki chrzestnej chłopca, którą z rodziną zaprosił na obiad. Zrobili całe zakupy i Syriusz oświadczył, ze musi wstąpić do Gringotta. Ruszyli więc razem do banku. Harry był podekscytowany gdy usłyszał, że prowadzą go gobliny. Gdy zjawili się w banku Syriusz skierował się do jednego z siedzących za ladą goblinów.
- Dzień dobry, mam spotkanie z Mackrakiem - powiedział uprzejmie
- Lord Black, proszę za mną, Mackrak już czeka - goblin poprowadził ich do jednych drzwi z tyłu sali. Kilka minut szli marmurowym korytarzem zanim dotarli do odpowiednich drzwi. Po krótkim przywitaniu z będącym tak goblinem, ten otworzył szufladę swojego biurka i wyjął list z pieczęcią w kształcie lilii
- Lordzie Black, zostałem pouczony przez Lady Lily Potter nee Boldon by wręczyć ci ten list, w dniu kiedy odwiedzisz nas nas wraz ze swym synem.
- Panieńskie nazwisko Lily to Evans- odezwał się zdziwiony Syriusz
- Lady Potter wkrótce po narodzeniu syna, zgłosiła się do nas by wykonać test. Chciała się przekonać, czy ma jakichś magicznych krewnych. Dla niej i dla Lorda Potter był to spory szok, gdy okazało się, że Lady Potter nie jest pochodzenia mugolskiego, ale czystej krwi. Była ostatnią dziedziczą rodziny Boldon. Została adoptowana przez mugoli po śmierci jej rodziców. - wyjaśnił - Wziąwszy pod uwagę ówczesną sytuację, uznaliśmy że lepiej będzie zachować to w sekrecie. - Syriusz skiną głową. Całkowicie rozumiał decyzję swoich przyjaciół. Wziął list od Lily i złamał pieczęć. Drżącą dłonią rozłożył kartkę i zaczął czytać:
Kochany Syriuszu, jeżeli czytasz ten list, to znaczy, że wszystko stało się tak jak przewidziałam i ja z Jamesem nie żyjemy. Odeszliśmy w spokoju, wiedząc, że nasz Harry będzie pod twoją opieką. Mam nadzieję, że obaj macie się dobrze. Przejdźmy lepiej do sedna sprawy. Jak wiesz, ja i James nie byliśmy w zbyt dobrych relacjach z Dumbledorem, zwłaszcza ostatnio. Dziwnie się zachowywał i interesował się Harry'm. Nie pozwól mu by ingerował w wasze życie. Ma jakąś chorą ambicję, by to Harry pokonał Voldemorta. Nie wiem o co dokładnie chodzi, ale nie pozwól by ten stary głópiec wami manipulował. Poproś Seva by miał oko na sprawy w Hogwarcie. Wiesz, że jest lojalny przede wszystkim mi. Co do drugiej sprawy dla której piszę to napewno będzie dla ciebie szok. Wiesz, ze mieliśmy razem syna, ale mamy też córeczkę. Nie powiedziałam nikomu o tym, że ją rodziłam oprucz Alice i Seva. Nie bądź zły na nich, złożyli przysięgę, że nie powiedzą nic, do czasu aż sam się nie zapytasz. Ukryłam ją w Domu Dziecka w Oxfordzie. Jest w wieku Harry'ego. Wiem, że ją znajdziesz i zaopiekujesz się nią. Chciałam ją chronić przed Dumbledorem, proszę wybacz mi. Kocham was wszystkich i przepraszam, Lily 
  

wtorek, 28 sierpnia 2012

Prolog

 Był właśnie 31 lipca 1988 rok i pewien niezwykły chłopiec, o imieniu Harry skończył właśnie osiem lat. Leżał w ciemnej komórce pod schodami, która służyła mu za sypialnię odkąd tylko pamiętał. Wychowywany był przez ciotkę i wuja, którzy traktowali go gorzej niż psa. Nie bili go, to była działka ich syna Dudley'a, ale nie robili też nic innego. Codziennie dostawał całą listę obowiązków do wykonania, a jeżeli nie udało mu się ich skończyć, nie dostawał nic do jedzenia. Tak samo było, gdy w szkole dostał lepszą ocenę niż Dudley, lub gdy działy się wokół niego dziwne rzeczy, których nie potrafił wytłumaczyć.  Harry myślał właśnie nad tymi niezwykłymi rzeczami, które działy się wokół niego, gdy usłyszał pukanie do drzwi.
  Zdziwiony podniósł się nieco na łóżku, Dursley'owie nigdy nie mieli gości o tak późnej porze. Nic dziwnego, było już grubo po północy. Usłyszał ciężkie kroki swojego wuja i jego mruczenie pod nosem. Drzwi otworzyły się, chłopiec nie zrozumiał nic z tłumionych słów. Ktoś jednak wyraźnie kłócił się z jego wujkiem. Przez szparę w drzwiach zaważył, że w przedpokoju są dwie postacie.
 Nagle drzwi od komórki otworzyły się i zaskoczony chłopiec zobaczył przystojnego, młodego mężczyznę w długiej czarnej szacie. Był wysoki, miał arystokratyczną twarz, szare oczy, które błyszczały oraz czarne włosy, opadające mu nonszalancko na czoło. Z jakiegoś powodu, wydawał się Harry'emu dziwnie znajomy i chłopiec czuł dziwną więź, w stosunku do tego mężczyzny.
 - Harry, nazywam się Syriusz Black, i jestem twoim ojcem - przedstawił się mężczyzna, gdy wyciągną go z komórki. Oczy ośmiolatka rozszerzyły się z zaskoczenia.
 - Pan się pomylił. Nazywam się Harry Potter, nie Harry Black... - ku jego zaskoczeniu, Syriusz zaśmiał się
 - Wszystko ci wyjaśnię, Harry. - mężczyzna kucną przed chłopcem - Twoi rodzice Lily i James byli moimi przyjaciółmi. James w zasadzie był moim bratem, z którym różniło mnie tylko urodzenie. Bardzo chcieli mieć dziecko, ale gdy byliśmy jeszcze w szkole, James uległ pewnemu wypadkowi i nie mógł mieć dzieci. Gdy się dowiedział, był załamany. Próbował wszystkiego, ale uraz był zbyt poważny. Lily znalazła pewien rytułał, który polegał na tym, że jeden mężczyzna "pożycza" możliwość posiadania dziecka drugiemu. Zgłosili się do mnie, gdyż, ze mną James był najbliżej związany. Zgodziłem się. Można właściwie powiedzieć, że masz dwóch ojców, mnie i Jamesa. Kiedy się urodziłeś, byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na ziemi. Gdy Lily położyła mi ciebie pierwszy raz na rękach pokochałem cię od razu. Zostałem twoim ojcem chrzestnym. Powiedz mi, czy chciałbyś zamieszkać ze mną?
 - Tak... tato -  na twarzy Syriusza pojawił się szeroki uśmiech.